
Gdy magia niedzielnego wieczoru przeniosła się na poniedziałkowy poranek a emocje wciąż były żywe, stało się jasne, że mecz przeciwko Milanowi przeszedł do historii. Suma tych wszystkich wydarzeń i uwolnionych emocji splotły się w jednolitą narrację i to właśnie stworzyło tę baśniową historię, która długo jeszcze będzie przekazywana młodym pokoleniom.
Była to opowieść o czarno czerwonym diable, który miał nas zniszczyć i pożreć na kolację. Opowieść o drużynie dzielnych bohaterów, którym daleko było do kwiatu wspaniałego rycerstwa i o komendancie – dowódcy, w którego nikt już nie wierzył a wielu spisało na straty. On mimo to, potrafił zmobilizować swoich żołnierzy, którzy bohatersko obronili stadion i wyszli z tej walki zwycięsko.
Jednym słowem dostaliśmy to, o co prosiliśmy. O możliwość marzeń, choćby na chwilę, na jeden wieczór, po to by pokazać światu i samemu móc się przekonać, że nie ma większej siły na boisku niż zjednoczona społeczność.
Piękny to był wieczór zaprawdę a kto oglądał mecz, poza aspektem sportowym, na pewno zwrócił uwagę na dwie rzeczy: doping kibiców i choreografię.
Przyznam szczerze, że takiego wsparcia dla drużyny dawno nie widziałem. Śpiewy, krzyki i aplauz niczym bębny wojenne dyktowały tempo rozgrywanych akcji. W pamięci utkwiła mi zwłaszcza jedna scena z boiska gdy Patric i Gila w trakcie przejęcia piłki w środkowej strefie boiska zaczęli celebrować radość jak po super udanej interwencji. Początkowo wydawało mi się to dziwne, nie było żadnej spornej sytuacji, żadnego faulu ani kontrowersji, a tu nagle nasi zawodnicy zaczęli się cieszyć, jakby zdobyli gola.
Co jest – myślę sobie – dopiero po chwili dotarło do mnie, że Patric realizuje plan trenera. To dziwne, ale czasami w tej meczowej bieganinie, po prostu trzeba dłużej utrzymać się przy piłce i nie każde wyjście z kontrą musi kończyć się szaleńczym rajdem. Wyobraziłem sobie jak te trybuny niosły naszych zawodników, skoro zawodnicy świętowali powrót do realizacji założeń taktycznych. To było jak radość człowieka porwanego przez nurt rzeki, który nagle uświadamia sobie, że jest w stanie powstrzymać siły natury i może spokojnie wydostać się na brzeg.
Drugi, zdecydowanie ważniejszy aspekt spotkania to choreografia. Zapewne już ostatnia w tym sezonie, dlatego tak oczekiwana i ważna. Dla mnie to zawsze fenomen, gdy praca i zaangażowanie tysięcy ludzi wysyła jasny przekaz do świata tworząc symbol, który dotyka najważniejszych spraw w klubie.
SCUDO E SPADA DELLA LAZIO E DEI LAZIALI (Tarcza i miecz Lazio i Laziali)
ULTRAS LAZIO.
Spróbuję wytłumaczyć, co poeta miał na myśli.
Symbolika jest dość prosta i nawiązuje bezpośrednio do ostatniego apelu Ultras, bedących częścią tej „pieprzonej Historii”. To nawiązanie do wojny jaka toczona jest między kibicami a Lotito. Do sporu o to, czy Lazio ma pozostać tylko topniejącym, jak wiosenny śnieg bilansem ekonomicznym, czy dumnym reprezentantem społeczności, oczekującej zmian w zarządzaniu i godnej reprezentacji.
Wracajac jednak do choreografii. Nie wszyscy wiedzą, że to co zostało zaprezentowane na stadionie, nie było całościowym obrazem pracy kibiców. Na trybunie Tevere, czyli vis-a-vis miejsca, gdzie zazwyczaj zasiada Lotito, przygotowano wielki napis LIBERTÀ. (Wolność).
Niestety służby porządkowe na polecenie, Zarządcy usunęły z krzesełek przygotowane wcześniej akcesoria dla dziesięciu tysięcy fanów. Oczywiście jak to bywa w takich przypadkach zasłaniając się mglistymi przepisami o bezpieczeństwie i nie spełnionych normach.
Wywołało to zrozumiałą dyskusję, czy samo hasło WOLNOŚĆ jest aż tak bardzo niepoprawne politycznie, czy to raczej gest tysięcy kibiców pokazany prosto w twarz Lotito uznano za szczególnie niebezpieczny.
Prawda w oczy kłuje, to wiadomo nie od dziś.
Na podsumowanie pozwolę sobie przytoczyć jeden z wpisów Alfredo Pedulli opisujący zaistniałą sytuację.
„Gdyby Lotito zrozumiał, że pełny stadion jest wart majątek i gdyby jego medialny ogon go nie osłaniał, byłyby to lepsze dni.
Można wygrać nawet z Patriciem jako rozgrywającym i z Maldinim na środku ataku, ale nie można stracić największego kapitału, jaki masz – swoich ludzi, swoich kibiców.”
Lotito ten kapitał już dawno stracił.
Akcja wymierzona przeciwko WOLNOŚCI pokazała tylko, że walka jeszcze się nie skończyła i będzie kontynuowana do jedynego możliwego scenariusza.
VENDI E VATTENE.
(Sprzedaj i odejdź)