SS Lazio

Lazio pokonało Monzę 3:1 w szóstej kolejce Serie A i ponownie zrównało się punktami z Interem. Podopieczni Gennaro Gattuso zachwycili w pierwszej połowie, ale po przerwie sami zafundowali sobie niepotrzebny thriller. Kiedy wydawało się, że kontrolują wydarzenia na boisku, goście przypomnieli, że w futbolu nie ma nic gorszego niż przedwczesne poczucie bezpieczeństwa.

Początek jak uderzenie pioruna

Lazio nie zamierzało tracić czasu na rozpoznanie przeciwnika. Już w 3. minucie Nuno Tavares przejął inicjatywę i potężnym strzałem z dystansu otworzył wynik spotkania. Olimpico dostało pierwszy mocny impuls, a gospodarze ruszyli dalej, nie pozwalając Monzie złapać odpowiedniego rytmu.

W 23. minucie przewaga biancocelestich znalazła kolejne potwierdzenie. Tijjani Noslin, który od początku sprawiał rywalom mnóstwo problemów, obsłużył Gustava Isaksena, a Duńczyk precyzyjnym uderzeniem lewą nogą podwyższył na 2:0.

Lazio grało odważnie, wysoko odbierało piłkę i szybko przenosiło ciężar akcji pod pole karne gości. W ofensywie wyróżniał się Noslin, autor dwóch asyst, natomiast Nuno Tavares łączył dynamikę w ataku z aktywnym udziałem w odbiorze.

Sytuacja Monzy skomplikowała się jeszcze bardziej w 35. minucie. Lorenzo Lucchesi sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Noslina, za co obejrzał czerwoną kartkę. Lazio miało dwubramkową przewagę, grało u siebie i przez resztę spotkania miało występować z przewagą jednego zawodnika. Wszystko wskazywało na spokojną drugą połowę.

Właśnie wtedy rozpoczął się jednak inny film.

Gattuso i jego Hitchcockowski scenariusz

Styl Gattuso przypomina kino Alfreda Hitchcocka: najpierw nagłe trzęsienie ziemi, pózniej narastające tempo i napięcie, po czym następuje dozowanie kolejnych akcji.

Pierwsza połowa była pokazem intensywności, odwagi i agresywnego futbolu. Gospodarze naciskali, szukali pionowych podań i wykorzystywali przestrzenie pozostawiane przez rywala. Po zmianie stron obraz spotkania zmienił się jednak niemal natychmiast.

W 46. minucie Monza przeprowadziła akcję po rzucie rożnym, a Goglichidze strzałem głową zdobył bramkę kontaktową. Goście, mimo gry w dziesiątkę, wrócili do meczu i poczuli, że mogą wykorzystać nagły spadek koncentracji gospodarzy.

Zamiast dobić przeciwnika, Lazio zaczęło oddawać inicjatywę. Dany Mota kilkukrotnie zagroził bramce Mandasa, a kolejne próby Monzy sprawiły, że dwubramkowa przewaga i liczebna dominacja przestały dawać jakiekolwiek poczucie komfortu.

W tym fragmencie meczu biancocelesti wyglądali tak, jakby po intensywnym pierwszym akcie nagle wyłączyli światło. Zniknęła część agresji, tempo spadło, a drużyna zaczęła reagować na wydarzenia zamiast samodzielnie je kreować.

To właśnie ten element pozostaje najważniejszym materiałem do analizy dla Gattuso. Zespół potrafi narzucić rywalowi swoje warunki, ale utrzymanie koncentracji po przerwie wciąż wymaga poprawy.

Pinamonti zamyka sprawę

Przez długi czas Monza mogła wierzyć w sprawienie niespodzianki. Lazio potrzebowało konkretnego impulsu, aby odzyskać kontrolę i ostatecznie przeciąć nadzieje gości.

W 88. minucie Mattia Zaccagni uruchomił rozpędzonego Pedraze, który dograł piłkę w pole bramkowe. Andrea Pinamonti znalazł się we właściwym miejscu i dopełnił formalności, ustalając wynik na 3:1.

Było to trafienie o ogromnym znaczeniu psychologicznym. Zamiast nerwowej końcówki i kolejnych minut walki o utrzymanie prowadzenia Lazio mogło wreszcie odetchnąć. W końcówce Isaksen trafił jeszcze w słupek, a gospodarze mieli okazję dodatkowo poprawić rezultat.

Ostatecznie trzy punkty zostały w Rzymie, choć przebieg drugiej połowy z pewnością nie był tym, czego oczekiwał Gattuso.

Wnioski: zwycięstwo jest, ale praca trwa

Lazio wygrało 3:1, zdobyło piąte zwycięstwo w sześciu ligowych spotkaniach i po tej kolejce ma 16 punktów, tyle samo co Inter. To znakomity początek sezonu i kolejny argument przemawiający za tym, że drużyna Gattuso może poważnie namieszać w Serie A.

Na szczególne wyróżnienie zasłużył Noslin. Dwie asysty, aktywność między liniami i umiejętność tworzenia przewagi w ofensywie sprawiły, że był jednym z najważniejszych bohaterów spotkania. Tavares dał drużynie wczesne prowadzenie, Isaksen potwierdził skuteczność, a Pinamonti przypieczętował zwycięstwo w kluczowym momencie.

Nie można jednak pominąć ostrzeżenia, jakie przyniosła druga połowa. Grając przeciwko dziesięciu rywalom, Lazio nie powinno pozwalać im na tak wiele sytuacji bramkowych. Dobra drużyna potrafi nie tylko wywołać trzęsienie ziemi, ale również przejąć kontrolę nad tym, co dzieje się później.

Gattuso dostał trzy punkty, ale także wyraźny sygnał, nad czym musi pracować. Na Olimpico obejrzeliśmy dwa oblicza jego zespołu: bezkompromisowe, agresywne Lazio z pierwszej połowy oraz znacznie bardziej kruche Lazio po przerwie.

Hitchcockowski dreszczowiec zakończył się szczęśliwie dla biancocelestich. Następnym razem kibice z Rzymu z pewnością woleliby jednak mniej napięcia, a więcej spokojnej kontroli.

zdjęcie: sportmediaset.mediaset.it

Dodaj komentarz