
Jeszcze kilka miesięcy temu trudno było znaleźć wielu takich, którzy uwierzyliby w ten scenariusz. Gennaro Gattuso na ławce trenerskiej Lazio? Dla jednych ryzykowny eksperyment, dla innych pomysł, który od początku skazany był na niepowodzenie. Nie brakowało szyderstw, niedowierzania i głosów podważających sens zatrudnienia byłego selekcjonera reprezentacji Włoch. Drużynie również nie dawano większych szans. A tymczasem? Po dziesięciu kolejkach Serie A Lazio jest na szczycie tabeli, pozostaje niepokonane i właśnie zaliczyło najlepszy ligowy start w całej swojej historii.
Dziewięć zwycięstw, jeden remis, 28 punktów na 30 możliwych, 24 zdobyte bramki i zaledwie osiem straconych. Do tego sześć kolejnych ligowych zwycięstw. To nie jest przypadkowy wyskok zespołu, któremu przez chwilę sprzyjało szczęście. To początek sezonu, który już teraz zapisuje się w historii Biancocelestich.
Gattuso nie przyszedł do Rzymu jako szkoleniowiec, który miał dostać do dyspozycji nieograniczony budżet i gwiazdy światowego formatu. Nie przyjechał również z łatką człowieka, który właśnie zbudował potęgę na miarę największych europejskich klubów. Przyszedł do drużyny, od której niewielu oczekiwało czegokolwiek wielkiego. I właśnie dlatego to, co dzieje się dzisiaj, smakuje jeszcze lepiej.
Dziesięć kolejek, dziesięć historii
Spójrzmy na pierwsze dziesięć spotkań Lazio. Dziewięć razy komplet punktów, tylko jeden podział punktów. Co ważne, zespół Gattuso potrafił wygrywać na różne sposoby – zarówno przez kontrolowanie spotkania, jak i dzięki charakterowi, cierpliwości oraz umiejętności rozstrzygania trudnych momentów.
1. Bologna – Lazio 0:1
Pierwszy ligowy sprawdzian i od razu zwycięstwo na wyjeździe. Lazio rozpoczęło sezon od skromnego, ale niezwykle cennego triumfu. Nie było fajerwerków, była dyscyplina i skuteczność. Gattuso zaczął budować swoją historię od trzech punktów.
2. Lazio – Genoa 1:0
Pierwszy mecz przed własną publicznością i kolejna wygrana bez straty gola. Spotkanie nie należało do najłatwiejszych, ale Lazio ponownie pokazało, że potrafi cierpliwie szukać rozwiązania. Drugi mecz, drugie zwycięstwo.
3. Udinese – Lazio 1:2
Pierwszy wyjazd, w którym trzeba było odpowiedzieć na ofensywę rywala. Lazio zdobyło dwie bramki i wywiozło komplet punktów z trudnego terenu. Zespół zaczął pokazywać, że nie zamierza ograniczać się do minimalnych zwycięstw.
4. Lazio – Milan 2:2
Pierwszy i jak dotąd jedyny mecz bez zwycięstwa. Biancocelesti prowadzili już 2:0, ale Milan zdołał odrobić straty po zmianach dokonanych w przerwie. To spotkanie pozostawiło niedosyt, bo zwycięstwo było naprawdę blisko. Jednocześnie pokazało, że nawet bardzo dobry początek nie oznacza braku problemów.
5. Venezia – Lazio 0:2
Powrót na zwycięską ścieżkę. Lazio wygrało na wyjeździe, zachowało czyste konto i ponownie udowodniło, że potrafi punktować poza Olimpico. Bez nerwów, bez niepotrzebnego komplikowania sobie życia.
6. Lazio – Monza 3:1
Trzy zdobyte bramki i kolejny komplet punktów. Drużyna Gattuso zaczęła coraz wyraźniej pokazywać swoje ofensywne możliwości. Nie chodziło już tylko o wygrywanie 1:0. Lazio potrafiło również narzucić rywalowi warunki i przełożyć przewagę na wynik.
7. Juventus – Lazio 0:3
Jeden z najbardziej wymownych wieczorów całej dotychczasowej kampanii. Trzy bramki na stadionie Juventusu, zero straconych goli i zwycięstwo, którego nie dało się zlekceważyć. Isaksen, duński duet i Dele-Bashiru znaleźli sposób na gospodarzy. Gattuso został pierwszym trenerem Lazio, który wygrał sześć z pierwszych siedmiu ligowych spotkań, remisując tylko raz.
8. Lazio – Parma 2:1
Nie każde zwycięstwo musi być efektowne. Parma postawiła trudne warunki, ale Lazio ponownie znalazło sposób na zdobycie trzech punktów. Właśnie takie spotkania często decydują o pozycji w tabeli po zakończeniu sezonu.
9. Sassuolo – Lazio 2:6
Festiwal strzelecki na Mapei Stadium! Lazio urządziło sobie prawdziwą kanonadę, a na listę strzelców wpisali się między innymi Romano Floriani Mussolini, Zaccagni i dwukrotnie Noslin. Czerwona kartka dla Thorstvedta utrudniła zadanie gospodarzom, a dwa niewykorzystane rzuty karne Lazio nie przeszkodziły w zdobyciu sześciu bramek. To był pokaz ofensywnej siły, który odbił się szerokim echem w całych Włoszech.
10. Lazio – Cagliari 2:1
Ostatni sprawdzian i kolejny dowód charakteru. Cagliari objęło prowadzenie po trafieniu Nzoli, ale Isaksen doprowadził do wyrównania. Gdy wydawało się, że spotkanie może zakończyć się podziałem punktów, w 83. minucie Andrea Pinamonti zapewnił Lazio zwycięstwo. Trzy punkty zostały w Rzymie, a Biancocelesti samodzielnie usiedli na fotelu lidera.
A po drugiej stronie Tybru?
Trudno wyobrazić sobie lepszy moment na taki początek sezonu. Szczególnie kiedy spojrzymy na sytuację za miedzą.
Roma wchodzi w sezon, w którym będzie obchodzić stulecie istnienia klubu. Giallorossi marzą o Scudetto, które byłoby wymarzonym prezentem dla kibiców na setne urodziny. Mają swoje ambicje, mają swoje plany i oczywiście mają prawo wierzyć w powodzenie tego projektu.
Ale czy przypadkiem nie zaczyna im przeszkadzać widok sąsiada?
W rzymskich i włoskich dyskusjach coraz częściej pojawiają się pytania o to, jak długo Lazio utrzyma obecną dyspozycję, kiedy przyjdzie kryzys i kiedy wreszcie powietrze zejdzie z drużyny Gattuso. Można odnieść wrażenie, że niektórzy bardziej niż własnym zespołem interesują się tym, kiedy Biancocelesti w końcu się potkną.
Niech się zastanawiają. Niech analizują. Niech czekają na zadyszkę.
Lazio ma swoje zadanie i na razie wykonuje je znakomicie. Nie musi nikomu niczego udowadniać słowami. Wystarczy spojrzeć na tabelę.
Czy Lazio może zdobyć Scudetto?
Nie wiem. I nikt rozsądny nie powinien dzisiaj składać takich deklaracji. Do końca sezonu jeszcze bardzo daleko, a Serie A potrafi być bezlitosna. Przyjdą kontuzje, zawieszenia, trudniejsze okresy i mecze, w których piłka po prostu nie będzie chciała wpaść do bramki.
Ale czy naprawdę mamy zabronić sobie marzeń?
W sezonie 1984/85 mistrzostwo Włoch zdobył Hellas Verona. Klub, który nie należał do finansowych gigantów włoskiego futbolu, wyprzedził znacznie potężniejszych rywali i zapisał jedną z najpiękniejszych historii w dziejach Serie A. Osvaldo Bagnoli zbudował zespół, który nie potrzebował statusu faworyta, żeby przejść do historii.
To właśnie takie historie przypominają nam, dlaczego kochamy futbol.
Niektórzy wciąż twierdzą, że bez wielkich pieniędzy, ogromnych transferów i gwiazd światowego formatu nie da się osiągnąć wielkiego sukcesu. Tylko że gwiazdy można stworzyć, a pieniądze zarobić. Potrzeba pomysłu, odpowiedniego człowieka na ławce, właściwego doboru zawodników i przede wszystkim drużyny, która uwierzy we własne możliwości.
Historia futbolu udowadniała to nie raz i nie dwa.
Gattuso na razie nie zdobył żadnego trofeum z Lazio. Nie wygrał jeszcze wyścigu o Scudetto. Nie ma powodu, by już teraz rozdawać medale. Ale zrobił coś, czego niewielu się spodziewało: sprawił, że po dziesięciu kolejkach cała liga musi oglądać się na Lazio.
A my? My możemy spokojnie patrzeć na tabelę, uśmiechnąć się pod nosem i powiedzieć jedno:
Niech oni dalej czekają, aż Lazio się skończy. Biancocelesti dopiero się rozpędzają. Forza Lazio!