
Mister,
są trenerzy, którzy po prostu prowadzą drużynę.
I są tacy, którzy rozumieją, czym naprawdę jest Lazio.
Ty należysz do tych drugich.
Może nie urodziłeś się laziale, ale stałeś się jednym z nas.
Bo nosić te barwy to nie tylko wychodzić na boisko.To umieć bronić ich wtedy, gdy najłatwiej byłoby odwrócić wzrok.
To rozumieć ciężar orła na piersi, gniew Curva Nord i dumę ludzi, którzy wybierają Lazio każdego dnia — nawet wtedy, gdy boli najbardziej.
Dziękujemy Ci za to, że nigdy nie traktowałeś tego klubu jak przystanku.
Za to, że mówiłeś o Lazio z szacunkiem, nawet wtedy, gdy wokół było więcej chaosu niż nadziei.
Za każdą chwilę, w której stawałeś po stronie tych barw, nie dla kamer i nie dla polityki, ale dlatego, że naprawdę zacząłeś czuć, czym one są.
Widzieliśmy człowieka zmęczonego, czasem rozczarowanego, czasem zostawionego samemu sobie.
Ale widzieliśmy też trenera, który do końca próbował chronić godność Lazio.
I właśnie dlatego Curva Cię szanowała.
Bo kibice Lazio nie zakochują się wyłącznie w zwycięstwach.
Zakochują się w tych, którzy rozumieją naszą dumę, nasze troski i nasze przywiązanie do tych biało-błękitnych kolorów.
Dziękujemy Ci, Mister.Za to, że przez chwilę mogliśmy zobaczyć w Tobie jednego z nas.
I pamiętaj — człowiek może odejść z Formello,ale jeśli naprawdę pokochał Lazio, kawałek Curva Nord zostaje z nim na zawsze.
Legione Polacca
Spośród wielu podziękowań i wyrazów szacunku wobec Maurizio, pozwoliłem sobie wybrać 2, te najbardziej emocjonalne : Guido de Angelisa i Stefano Greco.
WZRUSZAJĄCY LIST GUIDO DE ANGELISA DO MAURIZIO SARRIEGO PO MECZU LAZIO – PISA:
„ Dobry wieczór trenerze,
muszę wstać dla pana.
Po tylu latach, kiedy nigdy nie schodziłem do sali konferencyjnej, było wręcz konieczne, żebym to zrobił.
Bo przez te wszystkie lata nie był pan tylko trenerem Lazio.
Czasami bronił pan także tego środowiska tak, jak zrobiłby to działacz albo prezydent klubu.
Innym razem — jak jeden z nas.
Zrobił pan to w 2021 roku, kiedy odpowiedział pan francuskiemu ministrowi, który zakazał wyjazdu kibicom Lazio, broniąc biało-błękitnego narodu — bez dyplomacji, ale ze szczerością i poczuciem przynależności.
Zrobił pan to także wtedy, gdy opowiadał pan, że przed derbami nie mógł pan spać, mimo że przeżył pan w karierze najważniejsze stadiony świata, bo zrozumiał pan, że Lazio–Roma to nie jest zwykły mecz, i przede wszystkim zrozumiał pan, co znaczy przeżywać go dla kogoś, kto jest kibicem Lazio.
Powiedział pan zdanie, którego wielu z nas nigdy nie zapomni:
„Jeśli wejdziesz w lazialità, ona cię pochłonie”.
I właśnie o to chodzi, trenerze: pan nie ograniczył się do trenowania Lazio — pozwolił się pan pochłonąć lazialità.
Trochę się wzruszyłem… mimo moich prawie 70 lat.
Zawsze często wspominał pan Lazio Maestrelliego z szacunkiem i prawdziwym uczuciem.
Tamtego dnia z Cremonese — nie wiem, czy pan pamięta — udało się sprowadzić na Olimpico 70 tysięcy dusz.
To był chyba pierwszy komplet publiczności od wielu lat.
Ale potem niestety został pan sam i ten sen się rozpadł, choć mogliśmy wejść do raju w następnym roku.
Później pan odszedł, ale serce sprowadziło pana z powrotem tutaj.
I nawet w najtrudniejszych chwilach, kiedy miał pan wszelkie powody, by naprawdę odejść, zdecydował się pan zostać, bo to środowisko dało panu… miłość.
Zrozumiał pan coś, czego być może z zewnątrz nie da się pojąć:
Lazio się nie tylko kibicuje — Lazio się przeżywa.
To coś ogromnego, jak sam pan powiedział.
To nieskończona miłość.
Dlatego dziękuję, trenerze.
Dziękuję także dlatego, że jako człowiek sukcesu miał pan pokorę, by studiować naszą historię, wrażliwość, by zrozumieć nasz naród, i odwagę, by zawsze go reprezentować — także poza boiskiem.
I dziękuję, bo w futbolu, gdzie słowa często są puste, sprawił pan, że kibice Lazio poczuli coś prostego, ale niezwykle rzadkiego: szacunek.
Co więcej, zostawił pan po sobie coś wykraczającego poza wyniki:
prawdziwe, rzadkie i głębokie poczucie przynależności.
A dla kibiców Lazio to znaczy więcej, niż można wyjaśnić.
A teraz — szerokiej drogi.
Dziękuję trenerze. Dziękuję.”
Link do oryginału 👇
La lettera del nostro direttore Guido De Angelis per Maurizio Sarri nel finale di Lazio-Pisa
PODZIĘKOWANIA OD STEFANO GRECO:
„Drogi Maurizio…Pozwól, że będę mówił ci po imieniu, bo jesteśmy prawie rówieśnikami i dlatego, że nawet jeśli nie jesteśmy przyjaciółmi i nigdy nie poznaliśmy się osobiście, tak właśnie zwraca się do kogoś, kto przez lata staje się częścią twojej codzienności — aż w końcu staje się niemal członkiem rodziny.Tak robią kibice wobec nas, ludzi mediów i piłkarzy, więc i ja pozwalam sobie zrobić to wobec ciebie.Bo dla nas, kibiców Lazio, stałeś się członkiem rodziny — kimś wiarygodnym, kiedy mówi o „biało-błękitnym narodzie” i o „Lazialità”, bo słychać w twoim głosie, że nie udajesz i że w tych słowach zawsze było prawdziwe poczucie przynależności i szczerego uczucia.Zawsze mówiłeś o nas z tym samym uczuciem do tych barw i do naszego ukochanego Lazio, które przebija także z komentarzy mojego przyjaciela Massimo Marianelliego, kiedy czule nazywa nas „biało-błękitnymi orlętami”.Nie biało-granatowymi ani biało-niebieskimi, jak błędnie mówią lub piszą niektórzy, ale biało-błękitnymi. Może wydawać się to drobiazgiem, ale to szczegół, który zmienia wszystko.Chciałbym nie musieć pisać tego otwartego listu, Maurizio, bo moim marzeniem zawsze było zobaczyć cię na tej ławce przez wiele lat — z prawdziwym klubem za plecami, zdolnym cię słuchać i przede wszystkim wspierać.Bo właśnie tego brakowało od 2021 roku do dziś: wsparcia prawdziwego klubu, kogoś gotowego — czynami, a nie tylko słowami — nadać siłę i kształt projektowi, który stał się jedynie niespełnionym snem, jednym z wielu żalów tych 22 sezonów ery Lotito.Oto, nie chciałem wymieniać tego człowieka, ale nie sposób tego uniknąć.Bo wbrew temu, co przez lata mówiło i pisało wielu kibiców Lazio — że Lazio to jedno, a Lotito to drugie — niestety tak nie jest: Lotito jest Lazio, a co gorsza, Lazio stało się Lotito.Mój żal nie wynika z tego, że przez te sezony nie mogłeś wznieść trofeum, jak powiedziałeś w sobotni wieczór na ostatniej konferencji prasowej, bo jako kibic Lazio nigdy nie przywiązywałem wielkiej wagi do takich rzeczy. I może właśnie dlatego kochałem przegranych tak samo jak zwycięzców, a czasem nawet bardziej.Mój żal dotyczy tego, czym to mogło być, a czym się nie stało — tej cudownej historii miłosnej między tobą a kibicami Lazio, która, jak to zwykle bywa w naszej historii (i to najwyraźniej nasze przekleństwo), ryzykuje zakończenie bez szczęśliwego finału i z długim cieniem żalu za tym, co mogło się wydarzyć, ale się nie wydarzyło.Wyjaśnię po raz kolejny i mam nadzieję ostatecznie: nie jestem fanem „sarrismo”. Często przez te lata nie bawiłem się dobrze oglądając Lazio (wręcz przeciwnie — często się nudziłem) i poza Zemanem nigdy całkowicie nie utożsamiałem się z żadną filozofią futbolu.Ja bardziej wierzę w ludzi niż w ustawienia taktyczne; bardziej w tych, którzy przekazują mi emocje niż w tych, którzy dają trofea; bardziej w tych, którzy po cichu pokazują czynami, że są kibicami Lazio, niż w tych, którzy całują koszulkę albo powtarzają słowo „Lazio” w każdym zdaniu i każdej myśli, ale robią to wyłącznie pod publiczkę, myśląc przede wszystkim o sobie i własnych korzyściach.Niektórzy krzywili się i patrzyli na ciebie podejrzliwie, kiedy jeszcze przed rozpoczęciem pracy mówiłeś z miłością o Lazio Tommaso Maestrelliego; niektórzy uznali cię za kolejnego cwaniaka przewijającego się przez ten klub, gdy mówiłeś o „Lazialità, które cię przenika”; inni przez lata twierdzili, że jesteś tutaj tylko dla sześciocyfrowej pensji, a nie dlatego, że czułeś się częścią czegoś lub jednym z nas.Ja jednak od początku zrozumiałem, że jesteś szczery. Bo kiedy mówiłeś, patrzyłem ci w oczy, na dłonie, słuchałem tonu głosu często łamiącego się od emocji, widocznych także w tych pauzach między jednym zdaniem a drugim.Od początku uważałem cię za miecz i tarczę tego Lazio — na równi z tymi, którzy jak my od zawsze walczą w obronie tych barw.Zdobyłeś mnie od razu i dlatego broniłem cię zaciekle przed tymi, którzy nazywali cię pogardliwie, którzy uważali cię niemal za katastrofę, którzy dla własnej wygody lub współudziału obarczali cię nietrafionymi transferami i każdą porażką, nigdy nie uznając małych cudów, których dokonałeś.Jak napisałem wcześniej — od początku uważałem cię za jednego z nas i pokochałem właśnie za to, tak jak zdarzyło mi się tylko z Tommaso, Eugenio, Svenem i do pewnego momentu z Simone.Ale ty, Maurizio, poszedłeś jeszcze dalej. Bo mnie broniłeś i sprawiłeś, że czułem się reprezentowany. Bo zawsze robiłeś i mówiłeś to, co każdy z nas zrobiłby lub powiedział na twoim miejscu.Robiłeś to nawet bez trzaskania drzwiami i uderzania pięścią w stół, bez wskazywania palcem, bez ostatecznego demaskowania i stawiania pod ścianą tych, którzy obiecywali i nie dotrzymywali słowa, tych, którzy choć byli najwyższymi przedstawicielami Lazio, nigdy tak naprawdę mnie — nas — nie reprezentowali.Ty natomiast reprezentowałeś kibiców Lazio perfekcyjnie, a twoje przemówienie w Quirinalspalast przed finałem Coppa Italia było najbardziej wzruszającą rzeczą tych ostatnich 22 lat — być może jedynym momentem, kiedy każdy kibic Lazio poczuł się naprawdę w stu procentach reprezentowany przez kogoś noszącego tę koszulkę z orłem na sercu.Wygłosiłeś przemówienie przyprawiające o dreszcze i mówiąc o historii, tradycji i poczuciu przynależności, wypowiedziałeś słowa, które każdy z nas powiedziałby na twoim miejscu.Zabrakło tylko wisienki na torcie: głośnego „FORZA LAZIO” połączonego z „LIBERA LA LAZIO”. Ale to byłoby już zbyt wiele.Ja wzruszyłem się do łez słuchając tych słów wypowiedzianych w Quirinalspalast. Słów, które być może ostatecznie przekonały nawet ostatnich sceptyków, że nigdy nie udawałeś, lecz zawsze mówiłeś sercem. Jak prawdziwy człowiek.Z pewnością nie przekonałeś tych, którzy od początku obrzucali cię błotem i dziś cieszą się z twojego możliwego odejścia.Ale ty, drogi Maurizio, wzrusz ramionami i nie przejmuj się nimi, bo masz czyste sumienie.Bo szanowałeś kibiców Lazio jak nikt wcześniej; bo dałeś głos ich krzykowi bólu; bo nadałeś wiarygodność ich wyborowi z miłości — temu opuszczeniu stadionu, które słusznie nazwałeś „skrajnym aktem miłości”.Bo właśnie tym jest nasza decyzja, by nie chodzić już na Lazio dopóki nie nastąpi całkowita i definitywna zmiana na szczycie: odejść od czegoś, co się kocha, kiedy rozumie się, że ta miłość jest toksyczna, że ten uścisk cię wyniszcza i prowadzi do śmierci obu stron.Bo łatwiej jest zostać niż odejść; łatwiej poddać się przyzwyczajeniu niż zbuntować wobec czegoś, co nie jest już miłością, lecz monotonną rutyną.A trenerowi łatwiej byłoby wskazać palcem kibiców i wykorzystać puste trybuny jako wymówkę dla najgorszego sezonu od piętnastu lat, zamiast powiedzieć: „Przykro mi, chciałbym mieć ich po naszej stronie, ale rozumiem i szanuję ich wybór. I nie możemy używać nieobecności kibiców jako alibi”.Dlatego choćby tylko za to zasługujesz na uczucie, szacunek i wdzięczność. Bo mogłeś latem ubiegłego roku zerwać kontrakt i spokojnie czekać na telefon, który na pewno by przyszedł — albo wyjechać zarabiać fortunę w Arabii Saudyjskiej, Katarze czy Emiratach — zamiast zostać, wiedząc, że czeka cię najtrudniejszy sezon w karierze.A jednak zostałeś i prowadząc nas za rękę wyciągnąłeś nas, bez większego ryzyka, z tego piekła stworzonego przez innych — przede wszystkim przez tych, którzy po raz kolejny najpierw składali ci obietnice, których nie dotrzymali, a potem po wykorzystaniu i zdradzeniu cię obrażali zarówno prywatnie, jak i publicznie.Nas doprowadziłeś do zwycięstwa, Maurizio, ale byłeś prawdziwym „dowódcą”, jedynym, którego osobiście uważam za godnego postawienia obok Tommaso Maestrelliego — za sposób, w jaki broniłeś grupy i za to, jak zanurzyłeś się w naszym świecie, kochając do szaleństwa nasze Lazio i kibiców Lazio.Miałbym jeszcze wiele rzeczy do powiedzenia i napisania, Maurizio, ale myślę, że właściwie będzie zakończyć to po prostu słowami: DZIĘKUJĘ i BĘDZIE NAM CIĘ BRAKOWAĆ.Nie wiem, czy będzie cię brakować innym i szczerze mnie to nie interesuje, ale mnie na pewno będzie brakowało twojej ironii, szczerości i twojej zdolności bycia mieczem i tarczą mojego Lazio.Bo może w przyszłości będziemy wygrywać — i to dużo — kiedy wreszcie zamkniemy ten długi rozdział i ostatecznie przewrócimy stronę, ale trudno będzie znaleźć kogoś, kto potrafiłby kochać i bronić Lazio i kibiców Lazio tak, jak robiłeś to ty: z dumą, z podniesioną głową, nawet ryzykując starcie z możnymi, z „aroganckim możnym” i z instytucjami.Dziękuję ci, Maurizio, z całego serca…FORZA LAZIO!”
Link do oryginału 👇
Grazie Maurizio per averci capito, amato, difeso!