SS Lazio

Historia Sculliego to gotowy scenariusz na Hollywoodzki film, gdyż Beppe nigdy nie był zwykłym piłkarzem. O jego karierze można opowiadać przez gole, występy w Serie A, mistrzostwo Europy U-21 czy olimpijski brąz. Można też jednak opowiedzieć ją zupełnie inaczej: przez Kalabrię, rodzinne więzy z jednym z bossów ’Ndranghety, ustawiony mecz, środowisko genueńskich ultrasów, śledztwo w sprawie Lazio–Genoa, podejrzane kontakty w Rzymie i wreszcie historię z Fabrizio Coroną.

Gdzie w tym wszystkim kończy się piłkarz, a zaczyna człowiek obracający się w świecie, do którego zawodowy futbol nie powinien mieć dostępu? To właśnie jest historia Giuseppe „Beppe” Sculliego.

Kalabria

Sculli urodził się 23 marca 1981 roku w Locri, w Kalabrii. Piłkarsko wychowywał się w Juventusie, a następnie trafił do Crotone. Tam rozpoczął zawodową karierę i szybko pokazał, że ma wystarczające umiejętności, aby myśleć o wielkiej piłce. Jednocześnie od początku ciągnęła się za nim historia jego rodziny.

Jego dziadkiem był Giuseppe Morabito, znany jako „Tiradrittu” jeden z najważniejszych bossów ’Ndranghety. Morabito przez lata pozostawał jednym z najbardziej poszukiwanych włoskich przestępców, zanim został zatrzymany w 2004 roku po długiej ucieczce.

Sculli nigdy nie wypierał się pokrewieństwa. Przeciwnie, publicznie podkreślał, że nie może odpowiadać za rodzinę, w której się urodził.
I właśnie ten rodzinny cień miał towarzyszyć mu przez całą karierę.

Giuseppe Morabito – „Tiradrritu”, dziadek Sculliego


Pierwsza afera

W 2002 roku Crotone grało z Messiną. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Sycylijczyków 2:1. Kilka lat później sprawa wróciła jako jeden z pierwszych poważnych problemów Sculliego.

W 2006 roku wszczęto postępowanie dotyczące ustawienia tego meczu. Sculli został oskarżony o udział w sportowym oszustwie, a w 2007 roku włoska federacja ostatecznie utrzymała wobec niego karę ośmiu miesięcy dyskwalifikacji. (FIGC)

To ważny moment, bo od tej chwili nazwisko Sculliego zaczęło pojawiać się nie tylko w rubrykach sportowych.

Genoa

W 2006 roku Sculli trafił do Genoi.

To właśnie tam jego kariera nabrała rozpędu. Pracował z Gian Piero Gasperinim, którego znał jeszcze z czasów Juventusu, i stał się jednym z ważniejszych zawodników zespołu. Zagrał również w europejskich pucharach.

Genoa była jednak dla Sculliego czymś więcej niż kolejnym klubem. Z czasem zaczęły pojawiać się informacje o jego relacjach z częścią radykalnego środowiska kibicowskiego. Szczególnie interesująca była znajomość z Massimo Leopizzim, związanym z ultrasami Genoi, oraz z Safetem Alticiem. Późniejsze śledztwa dotyczące ustawiania meczów miały pokazać, że kontakty te nie były dla śledczych przypadkowe.

Lazio

W styczniu 2011 roku Sculli został zawodnikiem Lazio. To był moment, który z perspektywy czasu nabiera zupełnie innego znaczenia. Piłkarz z kalabryjskimi korzeniami, wnuk potężnego bossa ’Ndranghety, mający już na koncie karę za aferę z ustawianiem meczu, pojawił się w jednym z najbardziej rozpoznawalnych klubów włoskiej stolicy.

Na boisku nie był jednak żadnym gangsterem. Był przede wszystkim wszechstronnym zawodnikiem ofensywnym, który miał dać Lazio doświadczenie i możliwość gry na kilku pozycjach.
Poza boiskiem zaczęła się natomiast historia, która na kilka lat przykleiła do jego nazwiska etykietę człowieka poruszającego się na granicy futbolu i świata przestępczego.

Lazio – Genoa 4:2

14 maja 2011 roku Lazio pokonało Genoę 4:2.

Na pierwszy rzut oka, zwykły mecz Serie A. Kilka miesięcy później stał się jednak jednym z najważniejszych spotkań w śledztwie dotyczącym calcioscommesse.
Cztery dni przed meczem, 10 maja, Sculli miał uczestniczyć w spotkaniu w genueńskiej restauracji Osteria del Coccio. Wśród obecnych mieli znajdować się między innymi Domenico Criscito, Safet Altic oraz przedstawiciele środowiska ultrasów Genoi. Według materiałów śledczych spotkanie było obserwowane przez policję.

Później śledczy zaczęli analizować kontakty Sculliego z ludźmi ze świata zakładów i ultrasów. Pojawiła się nawet hipoteza, że Sculli miał uczestniczyć w organizowaniu pieniędzy przeznaczonych na obstawianie wyniku spotkania.

To właśnie wtedy jego nazwisko znalazło się obok takich zawodników jak Stefano Mauri, Omar Milanetto czy Domenico Criscito. Sprawa była na tyle poważna, że w 2012 roku prokuratura wnioskowała o jego aresztowanie. Sąd jednak tego wniosku nie uwzględnił, a kilka lat później nastąpiło coś jeszcze ważniejszego: postępowanie wobec Sculliego w tym wątku zostało ostatecznie całkowicie zakończone.

I tutaj pojawia się granica, której w historii Sculliego nie można przekroczyć.
Był podejrzewany, był przedmiotem śledztwa. Jego nazwisko pojawiało się w materiałach dotyczących ustawiania meczów, ale nie można napisać, że został skazany za ustawienie Lazio–Genoa.

Człowiek pomiędzy światami

Jeszcze ciekawsze były jego znajomości w Rzymie. Śledczy interesowali się między innymi kontaktami Sculliego z Giovannim De Carlo, człowiekiem związanym ze środowiskiem Massimo Carminatiego i późniejszą sprawą Mafia Capitale.

Według relacji włoskich mediów Sculli miał spotykać się z De Carlo przy kolacjach w okolicach Ponte Milvio. To właśnie takie historie sprawiały, że w przypadku Sculliego trudno było mówić wyłącznie o przypadku.

Z drugiej strony, znajomość z człowiekiem o kryminalnej przeszłości sama w sobie nie oznacza członkostwa w organizacji przestępczej.

I tutaj zaczyna się najbardziej interesująca część całej historii.

Bo Sculli przez lata funkcjonował w świecie, w którym piłka nożna, ultras, celebryci, hazard i ludzie mający problemy z prawem potrafili się ze sobą stykać.

Genoa, kibice i kolejny problem

W 2012 roku wybuchła również sprawa meczu Genoa–Siena.

Spotkanie zakończyło się porażką Genoi 1:4, a kibice przerwali mecz, domagając się od zawodników zdjęcia koszulek. Sculli był wówczas jedynym z piłkarzy, który nie zdjął koszulki, tylko podbiegł pod trybunę, wskoczył i zaczął rozmawiać z ultrasami.

W późniejszym postępowaniu został ukarany miesiącem dyskwalifikacji za przekazanie prokuraturze federacyjnej nieprawdziwych informacji dotyczących swoich relacji z częścią kibiców Genoi. To był kolejny element układanki, nie dowód na przynależność mafijną, nie dowód na bycie gangsterem, ale kolejna sytuacja, w której nazwisko zawodowego piłkarza pojawiało się w otoczeniu ludzi, których działalność daleko wykraczała poza futbol.


A potem pojawił się Fabrizio Corona

Jeżeli ktoś myślał, że po zakończeniu kariery piłkarskiej historia Sculliego stanie się spokojniejsza, bardzo się mylił.

W 2016 roku na scenę wkroczył Fabrizio Corona. Były „król paparazzich”, skandalista, celebryta, człowiek, który przez lata funkcjonował w samym centrum włoskiego show-biznesu.

Według zeznań Corony Sculli miał pojawić się w jego otoczeniu i żądać 50 tysięcy euro w gotówce. Corona twierdził, że czuł się przez niego zagrożony i zgłosił sprawę policji.

Wątek zrobił się jeszcze bardziej sensacyjny, w sierpniu 2016 roku pod domem Corony w Mediolanie eksplodowała bomba. Media zaczęły łączyć oba wydarzenia, ale tutaj trzeba bardzo uważać.

W trakcie późniejszego procesu przedstawicielka mediolańskiej policji jasno stwierdziła, że śledztwo nie dostarczyło wystarczających dowodów na udział Sculliego w podłożeniu ładunku wybuchowego. Śledczy nadal poszukiwali sprawcy.

Czyli ponownie:

Sculli był bohaterem poważnego postępowania, Corona mówił o żądaniu pieniędzy. Sculli został zgłoszony w związku z podejrzeniem próby wymuszenia, ale bomba? Nie można przypisać mu jej podłożenia.

I właśnie dlatego ta historia jest tak charakterystyczna dla całej biografii byłego zawodnika Lazio.

Gangster w szeregach Lazio?

Giuseppe Sculli nigdy nie został skazany za przynależność do ’Ndranghety. Nie można więc uczciwie napisać: „Lazio zatrudniło gangstera”. Można natomiast napisać coś znacznie ciekawszego.
Lazio zatrudniło piłkarza, który był wnukiem jednego z najbardziej znanych bossów ’Ndranghety. Piłkarza, który wcześniej został zawieszony za udział w ustawieniu meczu. Piłkarza, którego nazwisko pojawiło się później w śledztwie dotyczącym potencjalnego ustawienia spotkania Lazio–Genoa. Człowieka, którego kontakty ze środowiskiem ultrasów i osobami mającymi kryminalną przeszłość interesowały włoskich śledczych. A kilka lat później, człowieka, którego nazwisko pojawiło się w historii dotyczącej Fabrizio Corony.

Jednocześnie część najpoważniejszych zarzutów wobec niego nie doprowadziła do skazania, a niektóre postępowania zostały umorzone lub zarchiwizowane.

I być może właśnie dlatego historia Sculliego jest ciekawsza niż prosta opowieść o „piłkarzu-gangsterze”.
Bo Beppe Sculli przez lata poruszał się niebezpiecznie blisko świata, w którym futbol przestawał być tylko futbolem.

Czy był gangsterem? Tego nie rozstrzygnęły włoskie sądy, ale jedno jest pewne, jeżeli szukamy najbardziej nietypowych życiorysów, jakie kiedykolwiek pojawiły się w szeregach Lazio, nazwisko Giuseppe Sculliego zdecydowanie znajduje się na tej liście.

Dodaj komentarz