
Oliver Provstgaard, Gustav Isaksen i Fisayo Dele-Bashiru pogrążyli Starą Damę na jej własnym stadionie. Biancocelesti po raz kolejny udowodnili, że nie zamierzają być jedynie statystami w walce o czołówkę. Rino Gattuso? Z człowieka, którego wielu skazywało na pożarcie, wyrasta na jednego z głównych architektów sezonu Lazio.
Od szarego papieża do Nerona
Przed sezonem nazwałem Gennaro Gattuso szarym papieżem. Człowiekiem, który nie potrzebuje wielkich deklaracji, błysku fleszy i nieustannego poklasku, by po cichu budować własne imperium. Dziś jednak muszę zaktualizować tę metaforę. Rino nie jest już szarym papieżem. Rino jest Neronem! Dzieli i rządzi!
Jeszcze niedawno można było usłyszeć drwiny, powątpiewanie i przewidywania, że przygoda Gattuso z Lazio szybko zamieni się w kolejną trenerską katastrofę. Wielu nie dawało mu kredytu zaufania, zanim na dobre zdążył rozgościć się w Wiecznym Mieście. Tymczasem jego drużyna pojechała do Turynu i rozbiła Juventus 3:0, pozostawiając kibiców gospodarzy z gwizdami na ustach.
Nie chodzi już wyłącznie o trzy punkty. Chodzi o sposób, w jaki Lazio je zdobyło. O spokój, konsekwencję i umiejętność wykorzystania słabości rywala. Gattuso nie musi krzyczeć na cały świat, że ma pomysł. Wystarczy, że jego piłkarze pokazują go na boisku.
Provstgaard otworzył drzwi do zwycięstwa
Początek spotkania nie zapowiadał jeszcze takiego nokautu. Juventus próbował szukać swoich szans, a Randal Kolo Muani potrafił sprawić problemy defensywie gości. Gospodarze mieli jednak trudności z przekuciem posiadania piłki w konkretne zagrożenie.
Lazio stopniowo nabierało pewności. W 37. minucie Mattia Zaccagni posłał znakomite dośrodkowanie po rozegraniu rzutu rożnego, a Oliver Provstgaard uprzedził obrońców Juventusu i głową skierował piłkę do siatki. 1:0 dla Biancocelestich!
Duńczyk pokazał, że w futbolu liczą się nie tylko wielkie nazwiska, lecz także odpowiedni moment, ustawienie i bezwzględność pod bramką. Jeszcze przed przerwą Nuno Tavares uderzył z dystansu, a piłka po rykoszecie od Gleisona Bremera trafiła w poprzeczkę. Juventus mógł odetchnąć, ale ostrzeżenie było wyraźne.
Isaksen zadał drugi cios
Po przerwie Juventus próbował zmienić obraz spotkania. Wejście Nicka Woltemade miało zwiększyć siłę ofensywną gospodarzy, ale Lazio nie zamierzało oddawać kontroli nad wydarzeniami.
W 66. minucie Nuno Tavares posłał znakomite podanie na drugą stronę boiska. Gustav Isaksen przyjął piłkę, ruszył w kierunku środka i lewą nogą precyzyjnie uderzył w dalszy róg bramki. 2:0!
To był cios, po którym Juventus musiał postawić wszystko na jedną kartę. Luciano Spalletti, oglądający spotkanie z trybun z powodu zawieszenia, mógł tylko obserwować, jak jego drużyna coraz bardziej traci grunt pod nogami. Kolejne zmiany ofensywne nie przyniosły oczekiwanego efektu.
Lazio nie panikowało. Nie rzuciło się do bezsensownej wymiany ciosów. Biancocelesti zachowali porządek, zamykali przestrzenie i czekali na okazję, by ostatecznie rozstrzygnąć spotkanie.
Dele-Bashiru postawił kropkę nad i
W 89. minucie nadszedł moment, który przypieczętował wieczór Gattuso. Fisayo Dele-Bashiru ruszył z własnej połowy, popędził w kierunku bramki Juventusu, minął Bremera i wykończył akcję płaskim strzałem obok Vicario.
3:0. Koniec złudzeń. Koniec nadziei na cudowny powrót.
Gol Dele-Bashiru był symbolem tego spotkania: dynamika, odwaga i bezlitosne wykorzystanie błędu rywala. Juventus wyglądał na pogubiony, a Lazio wiedziało dokładnie, czego chce. Gospodarze kończyli mecz przy gwizdach własnych kibiców. Goście mogli świętować zwycięstwo, które ma znacznie większą wagę niż zwykłe trzy punkty.
Lazio nie potrzebuje fanfar
Włoskie media zwracają uwagę na organizację gry zespołu Gattuso, szczególnie na lewą stronę, gdzie Nuno Tavares i Kenneth Taylor potrafili napędzać akcje Lazio. Corriere della Sera podkreślał również spokój Biancocelestich w zarządzaniu spotkaniem, podczas gdy Juventus miał coraz większe problemy z odnalezieniem właściwego rytmu.
Co istotne, Lazio nie musiało zdominować każdego aspektu statystycznego, by wygrać tak wysoko. Zespół Gattuso wykazał się skutecznością, dyscypliną i umiejętnością karania przeciwnika za błędy. To właśnie odróżnia drużynę, która tylko dobrze wygląda, od drużyny, która potrafi wygrywać.
Włoska prasa podkreśla także historyczny wymiar dorobku Lazio: 19 punktów po siedmiu kolejkach to najlepszy początek sezonu w historii klubu. Biancocelesti mają na koncie sześć zwycięstw i jeden remis, a na szczycie tabeli dotrzymują kroku Interowi.
Neron patrzy na imperium
Nie ma sensu ogłaszać mistrzostwa w październiku. Sezon jest długi, a prawdziwe próby dopiero nadejdą. Jedno jest jednak pewne: Lazio przestało być drużyną, którą można lekceważyć. A Gattuso przestał być trenerem, którego przyszłość można oceniać przez pryzmat stereotypów i dawnych niepowodzeń.
Przed sezonem widziałem w nim szarego papieża. Dziś widzę Nerona, który rozdaje karty i patrzy, jak kolejne twierdze padają przed jego legionami. Juventus miał być poważnym sprawdzianem, a stał się kolejnym dowodem na to, że Lazio pod wodzą Rino wie, dokąd zmierza.
Wyśmiewany, niedoceniany, skazywany na pożarcie. A tymczasem Gattuso idzie po swoje.
Rino, imperium czeka. A Turyn właśnie zobaczył, że nie przyjechałeś tam składać hołdu. Przyjechałeś zwyciężać.
Juventus – Lazio 0:3 (0:1)
Bramki: 37’ Oliver Provstgaard, 66’ Gustav Isaksen, 89’ Fisayo Dele-Bashiru.
Juventus: Vicario – Kalulu, Bremer, Lucumí, Çelik – Douglas Luiz, Sarr – Nico González, McKennie, Alajbegović – Kolo Muani. Zmiany: 46’ Woltemade za Alajbegovicia, 67’ Conceição za Douglasa Luiza, 67’ Zhegrova za Nico Gonzáleza, 74’ Cambiaso za Çelika, 87’ Boga za Pape Sarrę.
Lazio: Mandas – Floriani Mussolini, Šutalo, Provstgaard, Nuno Tavares – Frattesi, Belahyane, Taylor – Isaksen, Noslin, Zaccagni. Zmiany: 69’ Dele-Bashiru za Taylora, 69’ Pinamonti za Noslina, 79’ Lazzari za Isaksena, 85’ Pedraza za Zaccagniego.
zdjęcie: football-italia.net