SS Lazio

Niekwestionowany idol całego pokolenia. Jeden z najsilniejszych napastników, jacy kiedykolwiek założyli koszulkę SS Lazio. Drugi najlepszy strzelec w historii klubu biancoceleste – 127 goli zdobytych w niecałe sześć sezonów. Nieuchwytny napastnik, który potrafił minąć każdego obrońcę szybkością i z łatwością zdobywać bramki, zaskakując bramkarzy precyzyjnymi i potężnymi strzałami po przekątnej.

Beppe Signori, urodzony w Alzano Lombardo 17 lutego 1968 roku, kończy dziś 57 lat. Napastnik, który występował w Lazio od lata 1992 do grudnia 1997 roku, był prawdziwym punktem odniesienia dla młodych kibiców Lazio w latach dziewięćdziesiątych. Dzięki swoim bramkom, szybkości, charakterystycznej cieszynce oraz zdolności do szybkiego stania się liderem zespołu, Signori stał się idolem, którego naśladowano i uwielbiano. W barwach biancocelestich trzykrotnie zdobył tytuł króla strzelców Serie A. Z dumą nosił opaskę kapitana i reprezentował Lazio w kadrze narodowej, grając na mistrzostwach świata w USA w 1994 roku. Następnego lata ponad 5 tysięcy kibiców wyszło na ulice, by zaprotestować przeciwko jego sprzedaży, zmuszając prezydenta Cragnottiego do wycofania się z decyzji.
Signori trafił do Rzymu latem 1992 roku. Jego zadanie było trudne: zastąpić na boisku i w sercach kibiców takiego strzelca jak Rubén Sosa. Urugwajski napastnik opuścił Lazio, przenosząc się do Inter, a blond napastnik przychodzący z Foggii musiał od razu się wyróżnić. Signori szybko sprawił, że o Sosie zapomniano: w pierwszych siedmiu kolejkach zdobył dziewięć bramek, a sezon zakończył z dorobkiem 26 goli. W drugim sezonie dołożył kolejne 24 (mimo kontuzji, która wykluczyła go z gry w pierwszych miesiącach rozgrywek). Kibice Lazio ogłosili go królem, wręczając mu koronę pod Curva Nord.

Latem 1994 roku kibice buntowali się przeciwko selekcjonerowi reprezentacji Arrigo Sacchiemu, który na mundialu 1994 korzystał z niego bardzo oszczędnie. Po powrocie do Rzymu zastał na ławce trenerskiej Zdenka Zemana, szkoleniowca, który wcześniej wprowadził go do wielkiej piłki w Foggii i jako pierwszy uwierzył w jego talent strzelecki. Beppe znakomicie odnalazł się w ofensywnych schematach Zemana – strzelał i asystował. Jedynie kilka kontuzji nie pozwoliło mu trzeci raz z rzędu przekroczyć granicy 20 bramek – zatrzymał się na 17 (choć mógłby mieć więcej, gdyby niektóre trafienia nie zostały zaliczone jako samobójcze z powodu minimalnych rykoszetów).

Latem 1995 roku, gdy drużyna przebywała na międzynarodowym tournée, wybuchła transferowa bomba. Cragnotti postanowił ulec namowom Tanzi’ego, właściciela Parmy, który zaoferował za Signoriego kwotę bliską 25 miliardom lirów – ponad dwa razy więcej niż Lazio zapłaciło za niego trzy lata wcześniej. W Rzymie wybuchł chaos. Ponad 5 tysięcy kibiców wyszło na ulice, by zaprotestować przeciwko sprzedaży swojego idola. Ultras dotarli nawet pod dom Cragnottiego. Prezydent musiał się wycofać i zdjął Signoriego z rynku transferowego. Napastnik odwdzięczył się kolejnym znakomitym sezonem – 24 gole i trzeci z rzędu tytuł króla strzelców.

Piąty sezon Signoriego w Lazio nie rozpoczął się najlepiej. Drużyna zaczęła mieć problemy ze schematami Zemana, który w styczniu został zwolniony. Zastąpił go Dino Zoff. Signori przekroczył granicę 100 bramek dla klubu i wydawało się, że zostanie w Rzymie na zawsze. Kibice wyobrażali sobie jego przyszłość w barwach Lazio – kolejne gole, kolejne sezony z opaską kapitana i rolę w klubie po zakończeniu kariery.

Latem 1997 roku w świecie Lazio coś się jednak zmieniło: Cragnotti sprowadził do stolicy Roberto Manciniego, czyniąc go nowym liderem drużyny. Wraz z nim na ławkę trenerską trafił Sven-Göran Eriksson, który wcześniej prowadził Manciniego w Sampdorii i miał z nim szczególną więź. Signori dobrze dogadywał się z Mancinim i w pierwszych sparingach grał u jego boku. Eriksson planował nawet system z trzema napastnikami: Mancini, Signori oraz jeden z dwójki Boksic–Casiraghi.
Jednak po kilku słabszych wynikach trener zmienił ustawienie – dwóch napastników, a Signori na ławce. Były kapitan źle to zniósł. Czuł się odsunięty. Oglądał z boku wygrane derby i dostawał jedynie krótkie epizody w Pucharze UEFA i Pucharze Włoch. 25 listopada doszło do punktu kulminacyjnego. Lazio grało w Wiedniu w 1/8 finału Pucharu UEFA. W ataku wystąpili Mancini i Casiraghi, a Signori znów rozpoczął mecz na ławce. Do przerwy Lazio prowadziło 1:0 po golu Casiraghiego. Na początku drugiej połowy Eriksson kazał Beppe się rozgrzewać. Lazio podwyższyło na 2:0 po bramce Manciniego. Signori był gotowy do wejścia, lecz w 63. minucie Mancini zobaczył czerwoną kartkę. Trener wprowadził pomocnika, by zabezpieczyć wynik. Signori rozgrzewał się niemal 40 minut – i nie wszedł na boisko.
W szatni wybuchł. Dał upust złości wobec trenera i postanowił zakończyć swoją przygodę w Lazio. Kilka dni później przeniósł się do Sampdorii.
Opuszczał Rzym ze łzami w oczach. Przez pół roku w Genui nie potrafił się odnaleźć – ani fizycznie, ani psychicznie. Prawdziwy Beppe powrócił dopiero w Bolonii, znów stając się zabójczo skutecznym napastnikiem, jakim był przez pięć i pół roku w Lazio: 127 goli w 195 meczach i imponująca średnia bramkowa.

źródło: lalazio.com

zdjęcie: youtube.com/watch?v=73y1bvZ9aw0

1 komentarz do “Auguri al Capitano! Signori kończy kolejny rok, ale magia zostaje !”

Zostaw komentarz