Angelo Fabiani. niezrozumiany geniusz
W czasie gdy drużyna przygotowuje się do środowego spotkania przeciwko Bolognii a większość dziennikarzy snuje domysły na temat składu Lazio w pucharowym spotkaniu, spójrzmy przez chwilę w inną stronę.
Zakaz wyjazdowy dla zorganizowanych grup kibiców Lazio najwyraźniej dodał odwagi Zarządcy do pojawienia się na Allianz Stadium w Turynie. Zasiadł tam wraz z synem – Enrico. Czy kibicowali, czy tylko śledzili sportowe zmagania, nie wiadomo. Lotito raczej nie zwykł okazywać emocji oglądając Orły w akcji. To jednak mało istotne, bo najwięcej domysłów wzbudziła absencja Dyrektora Sportowego. Dzisiejsza prasa sugeruje, że powodem mogła być jego podróż do Portugalii na rozmowy z agentami Diogo Leite.
Informacja oczywiście nie ma oficjalnego potwierdzenia ale i tak hula na łamach CdS wzbudzając co najwyżej uśmiech politowania, będąc w rzeczywistości zawoalowaną kpiną. Dlaczego tak sądzę ? Podam kilka argumentów:
Temat Leite jest dość niezręczny dla Fabianiego. Powiedzmy z powodu bardzo dużych rozbieżności między stanem wymyślonym a rzeczywistym. Na piątkowej konferencji Angelo, nawiązując do możliwego odejścia Romagnoliego, uparcie twierdził, że jest wstępne porozumienie między klubem a prawnikami Leite w sprawie czerwcowego angażu zawodnika w Lazio. Jak wielkie jednak było zaskoczenie wszystkich, gdy agenci zawodnika wydali dementi, oznajmiając, że żadnego porozumienia nie ma i nigdy nie było.
Kto zatem mówi prawdę? Czy prawnicy Leite, reprezentujący interesy zawodnika, który w czerwcu będzie przebierał w ofertach kontraktowych, czy „nasz” DS, tłumaczący się z ostatnich niepowodzeń na rynku transferowym ? Trzeba ponadto pamiętać, że sprawa Alessio odbiła się dość dużym echem w środowisku i rzuciła na klub raczej w negatywne światło.
Kolejnym argumentem jest kwestia transferu Frattesiego. Skoro na tak duży transfer Lotito i Fabiani postanowili przeznaczyć AŻ kilkanaście godzin w ostatnim dniu okna transferowego – to albo mieli niesamowicie mocną kartę przetargową w ręku, albo po prostu nie znają zasad gry. Jak było ? – wynik negocjacji powinien dać Wam odpowiedź. Naprawdę uważacie, że jesteśmy tak pożądaną firmą, że czołowi włoscy zawodnicy nie robią nic innego tylko oczekują propozycji transferu do Lazio?
W całej tej historii, jest co prawda niewielka szansa, że Fabiani wyciągnął lekcje ze sprawy z Frattesim i dlatego pojechał negocjować do Portugalii ale uwierzcie mi, ta szansa jest naprawdę niewielka. Wg mnie, kilkudniowy urlop rehabilitacyjny, w celu poprawy stanu mentalnego byłby bardziej racjonalnym wytłumaczeniem. Nawet „stary kot” musi czasami odpocząć i wylizać rany, a tych, w ostatnich dniach mu los nie szczędził.
Wroćmy zatem do feralnego piątku 6-go lutego i tej nieszczęsnej konferencji prasowej. Wyciągnijmy z niej kilka kluczowych fragmentów a otrzymamy obraz Angelo Fabianiego – Dyrektora Sportowego Lazio pod rządami Claudio Lotito.
Do annałów historii niewątpliwie przejdą jego słowa:
„Odkąd przyszedłem, wartość kadry Lazio wzrosła z ZERA do 300 milionów EURO”
Czy może być jaśniejszy przekaz, obrazujący z jakim geniuszem mamy do czynienia. Przecież gdyby król Midas miał zostać DS, to z pewnością zostałby Fabianim.
Wciąż nie rozumiem jak można opowiadać takie brednie publicznie ze stanowiska reprezentującego klub? Co gorsze to nie była najstraszniejsza rzecz, która wydarzyła się na wspomnianej konferencji.
Najbardziej wymowne było fatalne zachowanie Fabianiego i huśtawka nastrojów tak charakterystyczna dla osób niestabilnych emocjonalnie. Dosłownie, chwilę po tym, jak konsyliacyjnym tonem zabiegał o złagodzenie narracji dotyczącej klubu i o uspokojenie emocji, sam wybuchnął w stronę dziennikarza, który tylko zadał pytanie:
„czy uważasz, że poniosłeś porażkę, i czy rozważasz rezygnację – biorąc pod uwagę sytuację w tabeli, ucieczkę najlepszych piłkarzy, codzienne uszczypliwości ze strony Sarriego oraz brak perspektyw ?”
Zawsze mi się wydawało, że DS powinien być przygotowany do rozmów z prasą i do odpowiadania na jej nawet najbardziej niewygodne pytania. Czy Fabiani naprawdę nie mógł odpowiedzieć merytorycznie i z klasą a zamiast tego musiał pogardliwie rzucić:
„Przyjacielu”, „chłopcze”, „idź do szkoły dziennikarskiej”, „dokształć się, bo nie wiesz, o czym mówisz”.
Jednym słowem – wykorzystał cały swój repertuar, który znamy już na pamięć. Brak szacunku dla rozmówcy, atak zamiast odpowiedzi, kluczenie i fantazjowanie, które mają odwrócić uwagę od prawdziwych problemów Lazio. Nie dziwmy się zatem, że środowisko prasowe wykorzystywać będzie teraz każdą okazję by zdyskredytować klub i ośmieszyć jego reprezentantów. Odwieczna zasada gry mówi, nie drażnij tych którzy o tobie piszą, bo złośliwość dziennikarzy potrafi być większa niż ich ego.