Wygląda na to, że Walentynkowa akcja promocyjna obejmująca tańsze bilety na spotkanie Lazio - Atalanta nie przyniesie spodziewanych efektów i zakończy się niepowodzeniem.
Wygląda na to, że Walentynkowa akcja promocyjna obejmująca tańsze bilety na spotkanie Lazio – Atalanta nie przyniesie spodziewanych efektów i zakończy się niepowodzeniem. Zorganizowane grupy kibiców wydały wczoraj oświadczenie, w którym oznajmiły, że trwająca akcja protestacyjna będzie kontynuowana a stadion pozostanie pusty do odwołania. Prawdę mówiąc modliłem się o taką decyzję, zwłaszcza w obliczu doniesień prasowych dotyczących efektów ostatniego bojkotu meczu przeciwko Genui.
Jak donosi laziochannel.it na temat nietypowego strajku, w którym trybuny pozostają puste, mimo wykupienia ponad 30 tysięcy abonamentów mowiły m.in. Al Jazeera (10 milionów) odbiorców, The Sun, Instant Foot, RMC Sport. Poza tym protest, spotkał się również z poparciem innych zorganizowanych grup kibiców m. in. Manchesteru Utd, Tottenhamu i TORINO. Powód zawsze ten sam. Beznadziejne zarządzanie – w sporze do oczekiwań i ambicji sportowych lokalnych społeczności.
Ktoś może powiedzieć, że biznes kieruje się twardymi prawami ekonomicznymi i poniekąd ma rację, musi jednak pamiętać, że biznes sportowy, a piłka nożna w szczególnosci, to możliwość zarabiania na emocjach. Nie znam drugiego, tak bezużytecznego sportu jak piłka nożna, która jednocześnie potrafi generować tak gigantyczne zyski. Wystarczy mieć dobry plan i po prostu wprowadzać go w życie. Przykładem tego są tegoroczne osiągniecia Como, które w zaledwie rok z beniaminka walczącego o utrzymanie zmieniło się w bestię walczącą o europejskie puchary.
Zadając pytanie: jak to jest możliwe w miasteczku liczącym zaledwie 85 tysięcy mieszkańców, należy rownież zapytać dlaczego to jest niemożliwe w metropoliach takich jak Rzym czy Turyn?
Przecież teoretycznie w wielkich miastach powinno to być znacznie łatwiejsze. Dziesiątki tysięcy oddanych fanów, gotowych do wielkich poświęceń to zawsze jest najlepszy kapitał dla budowania biznesu. Wydaje się jednak, że w Lazio jak i w Torino zarząd tego nie potrafi pojąć. Od ponad 20 lat coś nie działa, coś nie potrafi zaskoczyć może dlatego, że większość podejmowanych decyzji zatwierdzana jest w kontrze do oczekiwań kibiców? Czyżby to naprawdę była wina dwóch zrzędliwych tetryków zasiadących za sterami projektów przerastających ich możliwości? Przecież jeśli spojrzeć na ich dokonania na niwie sportowej i kontrowersyjne zarządzanie klubem, można dojść do wniosku, że zarówno Claudio Lotito i Urbano Cairo robili wszystko na opak. Mało tego, obaj przez ponad 20 lat szli w zaparte próbując przekonać wszystkich, że racja jest po ich stronie, że liczą się twarde dane ekonomiczne a nie sprzedawanie marzeń – co wielokrotnie podkreslał zarządca Lazio. Jeszcze w ubiegłym sezonie ten model myślenia mógł się jakoś obronić, ale w tym, po ponad dwóch dekadach okazało się, że królowie są kompletnie nadzy a ich widok i mądrości wywołują tylko salwy szyderczego śmiechu.
Żadna z ekip tegorocznych rozgrywek serie A, nie została tak brutalnie upokorzona przez „młodość z prowincji” jak drużyny Lazio i Torino. Dwa systemy od lat budowane na autarchii upadły na kolana przed śmiałym, projektem biznesowym wprowadzanym w życie przez kompetentny sztab młodych ludzi śmiało patrzących w przyszłość. Okazało się, że 20 lat cięcia kosztów jest na nic, skoro tnie się nie tam gdzie powinno. Inwestycje w hazard z nazwiskami tak charakterystyczne dla Lotito, dziwnym trafem w perspektywie czasu też nie przyniosły spodziewanych korzyści. Całe szczęście, w tym roku, ten chaos w zarządzaniu przykryty pozorami nieomylności został zweryfikowany. Kibice w końcu ujrzeli na własne oczy, że ta droga prowadzi do nikąd.
Porażka Lazio w dwumeczu z Como 5 do 0 i porażka Torino 11 do 1 !!! – przelały czarę goryczy. Nie ma wyraźniejszego wskaźnika upadku stetryczałej filozofii rządzenia drużyną piłkarską, niż tragiczne wyniki drużyny. Pokazuje to dobitnie, że czas dyktatorów powinien przeminąć jak najszybciej. Stąd też kontynuowanie protestu jest dzisiaj sprawą kluczową.
Co ciekawe inaczej na sprawy patrzy pan Luigi de Siervo, dyrektor generalny Lega Serie A – człowiek odpowiedzialny za promocję włoskiej piłki w Arabii Saudyjskiej. W odpowiedzi na materiał przedstawiony w Al Jazeera milionom odbiorców, zamiast merytorycznie przyjrzeć się problemowi zrzuca winę na kibiców Lazio nazywając ich: „prowincjonalnymi i niegodnymi miana kibiców serie A”, tak jakby korzystanie z demokratycznego prawa do wyrażenia protestu wykraczało poza pojmowanie establishmentu.
Nie ważne jak bardzo zadłużona jest Liga i jak straciła na wartości sportowej, nie ważne jak żenujący jest poziom sędziowania i jak przestarzała infrastruktura. Najważniejsze, że kibice nie powinni protestować.
Wydaje mi się, że problemy calcio są głebiej niż myślimy a protest kibiców Lazio może stać się początkiem czegoś znacznie poważniejszego niż demonstracja przeciwko rządom Lotito.