Gest serca dla białobłękitnej wiary.
Piszę z sercem pełnym emocji i z głębokim
poczuciem przynależności do
białobłękitnych barw, które dla mnie
nie oznaczają jedynie drużyny, lecz
prawdziwą wiarę, więź przekraczającą
pokolenia i żyjącą wewnątrz rodzin
jako autentyczne, szczere i niezatarte
uczucie.
Fotografia towarzysząca mojemu listowi
zawiera w sobie: miłość do Lazio, czułość
rodzinnej więzi, piękno wspólnego
oczekiwania, czystość pasji, która rodzi się
już od najmłodszych lat i przemienia się
we wspomnienie, które należy zachować na zawsze.
To obraz tego, co naprawdę się liczy:
uczucia, tożsamości, wiary, poczucia bycia
częścią większej historii.
W każdej rodzinie są wyrzeczenia, trud,
obowiązki i odpowiedzialność, które
towarzyszą nam w codziennej drodze.
A jednak, mimo wszystko, zawsze pozostajemyśl zdolna jednoczyć i dodawać sił:
własna drużyna serca, własna wiara, własnebarwy.
Forza Lazio!
Claudio Lotito
To, co właśnie przeczytaliście, to list Claudio Lotito, opublikowany na oficjalnej stronie Lazio przed wyjazdowym spotkaniem z Bolognią. Jego przekaz został wzmocniony zdjęciem rodzeństwa, na którym widać jak starszy brat przytula się do ubranego w barwy Lazio niemowlaka.
Niestety nie mogłem użyć oryginalnego obrazu, ze względu na wymogi prawne, według których wizerunek nieletnich powinien być chroniony i nierozpoznawalny. Wybaczcie mi zatem tę skromną przeróbkę z wykorzystaniem AI. Myślę, że kontekst aż tak bardzo nie odstaje od treści listu, oddając jednocześnie jego satyryczno-prowokacyjną formę.
Bo trudno oprzeć się wrażeniu, że ta
fotografia i towarzyszący jej list muszą być
jakąś formą prowokacji. Prawda?
Nikt chyba nie uwierzył, że człowiek,
którego przez lata znaczna część świata
Lazio otaczała nienawiścią zdecydował się ujawnić swoje najgłębiej skrywane uczucia.
Uczucia do klubu, do którego od 22 lat nie dołożył ani centa, za to maksymalnie wykorzystał profity, które przyniosło mu zajmowane stanowisko.
Począwszy od zawrotnej kariery: od anonimowego przedsiębiorcy, poprzez najważniejsze stanowiska w strukturach ligi i reprezentacji, do stanowiska senatora Republiki.
Z przysłowiowej płotki stał się właścicielem tzw. „podmiotów powiązanych”, które przez lata otrzymywały od Lazio
wielomilionowe kontrakty za świadczone
usługi.
(często na zasadzie niejasnych przetargów i wykonując usługi po zawyżonych cenach.)
Od sprzątania – aż do posiadania Salernitany. Klubu, w który wpompował ponad 40 milionów euro z kasy Lazio, a którego sprzedaż nigdy nie zasiliła konta biancocelestich.
Lotito piszący o przynależności do białobłękitnych barw jest nie tylko niewiarygodny – jest wręcz żałosny.
Ale mimo całej mojej niechęci do niego, nigdy nie zlekceważę jego umiejętności wbijania kija w mrowisko i potrząsania ulem.
Przez dekady walki z kibicami, składania donosów i obrażania społeczności, stał się mistrzem zatruwania ducha Lazialità.
Czegoś, czego nigdy nie czuł i czego nigdy nie zrozumiał, ale co za wszelką cenę zawsze chciał zniszczyć.
Na szczęście, nigdy mu się to nie udało, i nigdy nie uda, bez względu na to, w jak opłakanym stanie zostawi Lazio i jaki bałagan pozostawi po sobie.
Nieważne też, jakich brudnych sztuczek użyje, bo kibice „La prima Squadra della Capitale” już dawno przejrzeli jego intencje. Zawsze są o krok przed nim.
Czytają jego ruchy, jak wytrawny szachista partię z amatorem.
Wiedzą, że najgorszym możliwym scenariuszem, jest dać się wciągnąć w grę na jego zasadach.
Lotito -mimo chęci – swoim listem nie sprowokował.
On po prostu został wyśmiany.
Nawiazując do „więzi przekraczającej pokolenia” zignorował jednocześnie ponad 30 tysięcy listów czekających na niego w siedzibie „IL Tempo”, których nikt z obecnych władz klubu nawet nie odebrał.
Zignorował również lipcowy protest, podczas którego, kilkadziesiąt tysięcy Laziali pokazało mu, jak ta więź wygląda w rzeczywistości.
Nie na papierze.
Nie w komunikacie.
Nie na fotografii
Na ulicach Rzymu.
To pokazuje, jak bardzo jego priorytety
różnią się od tych, które naturalnie
pielęgnuje białobłękitna część Rzymu
Jedyne uczucie jakie ten człowiek potrafi w sobie znaleźć, to miłość do kury znoszącej złote jajka, którą i tak w końcu kiedyś poświęci na rosół.
Na całe szczęście jego czas w Lazio dobiega końca. Prędzej doczekamy się ostryg i kawioru na jego pogrzebie, niż rosołu z kury gotowanego na zgliszczach Lazio.