SS Lazio

7 sierpnia 2019 roku Fabrizio Piscitelli „Diabolik” został zamordowany w Parco degli Acquedotti. Siedem lat później jego zabójstwo nadal pozostaje jedną z największych zagadek włoskiego świata ultrasów i rzymskiego półświatka. Nie ma pewnego zabójcy, nie ustalono zleceniodawcy ani jednoznacznego motywu.

W nocy w Parco degli Acquedotti pojawił się baner z prostym, ale wymownym napisem: „Diablo vive”. Kibice Lazio z trybuny Tevere umieścili go dokładnie w miejscu, gdzie znajdowała się ławka, na której siedział Piscitelli w chwili, gdy został zamordowany.

Fabrizio Piscitelli, znany jako „Diabolik”, przez dziesięciolecia był jedną z najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci związanych z Lazio. Od lat 80. stał na czele Irriducibili, grupy, która przez lata wywierała ogromny wpływ na Curva Nord. Jego działalność wykraczała daleko poza stadion – Piscitelli był związany m.in. z handlem gadżetami i działalnością medialną, a jednocześnie od lat pojawiały się informacje o jego kontaktach z rzymskim światem przestępczym.

Jedna kula, profesjonalna egzekucja

7 sierpnia 2019 roku około godziny 19 Piscitelli przyjechał do Parco degli Acquedotti wraz ze swoim kierowcą. Usiadł na ławce i czekał na umówione spotkanie.

W pewnym momencie od tyłu podszedł do niego mężczyzna ubrany jak biegacz. Oddał jeden strzał w głowę i natychmiast uciekł.

Diabolik zginął na miejscu. Zabójca miał następnie odjechać skuterem przy pomocy wspólnika.

Śledczy od początku traktowali sprawę jako zaplanowaną egzekucję, a sposób jej przeprowadzenia określano jako mafijny.

W kolejnych miesiącach śledztwa ujawniały coraz więcej informacji dotyczących działalności Piscitellego i jego kontaktów z rzymskim półświatkiem. Samo zabójstwo zaczęto postrzegać jako element szerszego konfliktu pomiędzy grupami przestępczymi działającymi w stolicy Włoch.

Calderon skazany na dożywocie, a następnie uniewinniony

Po ponad dwóch i pół roku śledztwa prowadzonego przez rzymską prokuraturę ds. walki z mafią aresztowano Raula Estebana Calderona, Argentyńczyka, który według śledczych posługiwał się również tożsamością Gustavo Alejandro Musumeciego.

Prokuratura uznała go za bezpośredniego wykonawcę zabójstwa.

W marcu 2025 roku III Sąd Przysięgłych w Rzymie skazał Calderona na dożywocie za zabójstwo oraz nielegalne posiadanie i noszenie broni. Sąd nie uznał jednak zarzutu działania z zastosowaniem metod mafijnych, o który wnosiła prokuratura.

Najważniejsze dowody przeciwko Calderonowi stanowiły zeznania jego byłej partnerki Riny Bussone, ekspertyza balistyczna oraz analiza antropometryczna porównująca jego sylwetkę z sylwetką mężczyzny zarejestrowanego przez kamery.

Wśród materiałów znalazły się również nagrania pokazujące zabójcę zbliżającego się do ławki, oddającego strzał i uciekającego. Kamery zarejestrowały także skuter wykorzystany podczas ucieczki oraz charakterystyczny opatrunek na prawej nodze mężczyzny.

Sąd apelacyjny podważył kluczowe dowody

W maju 2026 roku sytuacja całkowicie się jednak odwróciła.

Sąd Apelacyjny w Rzymie uniewinnił Calderona, uznając, że jego odpowiedzialność nie została udowodniona ponad wszelką rozsądną wątpliwość.

Sędziowie podważyli wszystkie trzy główne filary wyroku pierwszej instancji.

Zakwestionowano wiarygodność Riny Bussone. Kobieta nie miała otrzymać bezpośredniego przyznania się Calderona do zabójstwa, lecz sama miała dojść do wniosku, że to on był sprawcą. Jej zeznania zawierały również liczne sprzeczności.

Problemy pojawiły się także przy analizie balistycznej. Nie znaleziono wystarczających dowodów pozwalających jednoznacznie określić, że broń związana z Calderonem była tą, z której zabito Piscitellego.

Największe wątpliwości dotyczyły jednak nagrania z monitoringu. Nie zachował się oryginalny materiał, nie było więc możliwości ustalenia wszystkich parametrów technicznych kamery. Sam obraz był słabej jakości i został poddany modyfikacjom. Według sądu wykonane na jego podstawie pomiary antropometryczne nie dawały poziomu pewności wymaganego w procesie karnym.

W rezultacie Calderon został uniewinniony „z powodu niepopełnienia tego czynu”.

Nadal nie wiadomo, kto zlecił zabójstwo

Na tym jednak problemy śledztwa się nie kończą.

Sąd apelacyjny zakwestionował również znaczną część hipotez dotyczących potencjalnych zleceniodawców zabójstwa. W toku pierwszego procesu pojawiały się nazwiska Alessandra Capriottiego, Leandro Bennato i Giuseppe Molisso.

Sędziowie apelacyjni uznali jednak, że część tych ustaleń opierała się jedynie na przypuszczeniach i dedukcjach, a osoby te nigdy nie były sądzone za zabójstwo Piscitellego.

Jednocześnie w materiałach śledztwa pojawiają się podsłuchy, z których ma wynikać, że zabójcą mógł być mężczyzna pochodzenia albańskiego.

Do dziś nie ma jednak pewności, kto wydał polecenie zabicia Diabolika.

Nie ustalono również jednoznacznego motywu.

Wśród rozpatrywanych hipotez pojawiały się osobiste konflikty Piscitellego z innymi przestępcami, walka pomiędzy rywalizującymi grupami o wpływy i kontrolę nad terytorium, kwestie finansowe, a także możliwe konflikty dotyczące pieniędzy przekazywanych osobom przebywającym w więzieniach.

Śledztwo dotyczące zleceniodawców zostało wznowione

Po uniewinnieniu Calderona sprawa ponownie znalazła się w punkcie, w którym wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi.

Rzymska prokuratura wznowiła śledztwo dotyczące zleceniodawców zabójstwa i przygotowuje jednocześnie odwołanie do Sądu Kasacyjnego.

Rodzina Piscitellego również nie zamierza się poddawać.

„Pomimo całkowitej ciemności mamy nadzieję, że pojawią się jakieś odpowiedzi, które będą mniej szokujące” – powiedziała siostra Diabolika.

Jej zdaniem zabójstwo, które od pierwszych dni określano jako mafijne, nie może pozostać bez winnych.

Co więcej, jeśli ostatecznie nie uda się ustalić zabójcy i jego zleceniodawców, konieczne może okazać się ponowne przeanalizowanie całej dotychczasowej rekonstrukcji działalności Piscitellego.

Na poziomie sądowym nigdy nie stwierdzono bowiem ostatecznie, że Diabolik należał do konkretnego mafijnego klanu lub był handlarzem narkotyków. Są to hipotezy, które nigdy nie zostały jednoznacznie potwierdzone przez sąd.

Siedem lat po śmierci Fabrizio Piscitellego na ławce w Parco degli Acquedotti nadal pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi.

Jedno jest pewne, dla części kibiców Lazio „Diabolik” wciąż żyje w pamięci.

„Diablo vive”.

I właśnie taki napis pojawił się w miejscu, w którym siedem lat temu zakończyło się jego życie.

Sprawa jego zabójstwa pozostaje natomiast otwarta.

źródło, zdjęcie: roma.repubblica.it

Zostaw komentarz