Zapamiętaj mnie / Zarejestruj / Odzyskaj hasło
Giuliano Fiorini

Giuliano FioriniTo artykuł dla tych, którzy kochają piłkę, dla tych, którzy nadal traktują ją jako pasję, jako radość, jako coś co łączy.

Wspomnienia meczów rozgrywanych na łące z plecakami pełniącymi rolę słupków, zapach maści rozgrzewającej w szatni, puszki zastępującej futbolówkę w zaimprowizowanych naprędce potyczkach z grupą obcych chłopaków. Wspomnienia pierwszej wizyty na stadionie, z tatą lub wujkiem. Koszulka, szalik, flaga. Pierwszego razu na Curvie z przyjaciółmi, nocy w autokarze podczas wyjazdu na decydujący mecz. Ucho przyklejone do radioodbiornika aby lepiej słyszeć "Tutto il calcio minuto per minuto" (włoskie Studio S-13, przyp.), w tajemnicy przed nauczycielem na wyciecze szkolnej. Albo też pytanie o wynik osoby spotkanej na ulicy, lub kogoś w przejeżdżającym aucie. Zawsze oczywiście najpierw o ten Romy, jeśli jesteś kibicem Lazio (i vice versa). Twoja drużyna, której kibicujesz w dobrych i złych chwilach, dyskusje w barze ze stałymi klientami. Przyjaciele, którzy czekają na ciebie po przegranych derby. Twój piłkarski idol z lat młodości, autograf i zdjęcie, które zazdrośnie zachowujesz. Pozwólcie nam, choćby tylko w sporcie, oddać się na chwilę zdrowej retoryce...

Dziś futbol to także (a może przede wszystkim) przemysł, interesy, dobrze opłacani zawodowcy, skrajne odłamy kibiców, dziennikarze bez etyki. Wiemy to doskonale. Ale wiemy też, że istnieje zdrowa część, postaci, które starają się być uczciwe i wobec których pogarda byłaby nieuczciwością. A co najważniejsze, uczucia i sentyment milionów ludzi nadal czynią z piłki nożnej najpopularniejszy sport świata. Futbol pozostaje - staramy się aby tak było - grą, która pozwala obcym sobie osobom, robotnikowi i biznesmenowi, pracującemu zawodowo i studentowi, skoczyć razem do góry i ściskać się po golu dla ukochanej drużyny: Juve, Milanu, Interu, Romy, Lazio, ale też Triestiny, Regginy, Torino czy Cavese. Ten, kto uważa tę pasję za głupią stratę czasu, pomylił artykuły. I oszczędzimy mu uczonych wykładów - które mogłyby być ciekawe - na temat waloru społecznego i kulturowego piłkarskiego fenomenu, na temat jego siły oczyszczającej. Możemy mu doradzić jedynie obejrzenie filmu "Fever Pitch" (polski tytuł - "Miłość kibica", przyp.) Davida Evansa, ekranizacji książki Nicka Hornby`ego pod tym samym tytułem.

Giuliano Fiorini był symbolem romantycznego futbolu, którego w całej swojej autentyczności, chyba tak naprawdę już nie ma. Chłopak o niezwykłej otwartości, zawsze gotowy na beztroską wymianę zdań, świadomy, szlachetny na boisku i poza nim. Silny fizycznie środkowy napastnik, któremu jednak brakowało zwinności. Być może z powodu kilku kilogramów za dużo. Te kilogramy były oznaką miłości do dobrej kuchni i życia, także w swoich małych słabościach (piwo, czasem papieros). Człowiek z natury spokojny, kochający swoją żonę i trójkę dzieci.

Fiorini posiadał podstawowe cechy, które budzą podziw kibiców i szacunek kolegów z drużyny: zapał, determinację, koszulkę mokrą od potu po zakończonym meczu, uczciwość. Rok 1986 w którym Lazio zostało ukarane dziewięcioma karnymi punktami na starcie Serie B, był niczym degradacja do Serie C opóźniona o sezon. Fiorini jako jeden z pierwszych powiedział: "ja zostaję i jestem pewny, że utrzymamy się". Nie był typem supersnajpera (jak zresztą większość napastników grających w tym stylu), nie był jednym z tych ,którzy tworzyli historię futbolu. Ale kibice wszystkich klubów, dla których grał - wśród nich Bologni, Genoi, Sambenedettese, Lazio - kochali "bombera Fioriniego".

Jest też inny powód dla którego Giuliano pozostawił po sobie niezatarte wspomnienie. Powód, którego nie zrozumieją kibice Juve czy Milanu, drużyn przyzwyczajonych do wielkich zwycięstw. Aby go zrozumieć należy zdać sobie sprawę, że w życiu mozolnie wypracowane cele znaczą więcej niż te łatwe. Rezultaty osiągnięte w ostatniej chwili, długo oczekiwane, dają większą satysfakcję niż takie, po które sięga się regularnie. A co najważniejsze, niebezpieczeństwo uniknięte rzutem na taśmę powoduje eksplozję radości nieporównywalną z żadnym innym wydarzeniem. Wyobraźcie sobie, ze stoicie przed plutonem egzekucyjnym: niepokój, strach, sceny z życia przebiegające przed oczami, wspomnienia osób , których nigdy już nie ujrzycie... i gdy mają już nacisnąć spust, nowina na którą już nie mieliście nadziei: "egzekucja zostaje zawieszona!" (ta technika była często używana wieki temu przez władców, w celu "dania nauczki" i sprawienie wrażenia wielkoduszności).

Tak więc Giuliano Fiorini jest związany w pamięci kibiców Lazio z golem, golem decydującym o przetrwaniu klubu, wywalczonym, gdy niemal wszystko wydawało się już stracone.

21 czerwca 1987 Lazio grało z Vicenzą, na koniec ciężkiego sezonu Serie B, podczas którego zmuszone było odrobić dziewięć punktów kary (a za wygraną przyznawano jedynie 2 punkty). Tylko zwycięstwo nie spychało tego dnia gospodarzy do Serie C. Spadek ten, biorąc pod uwagę długi (historia lubi się powtarzać...), mógł oznaczać upadek najstarszego klubu Rzymu. Olimpico było tego dnia wypełnione po brzegi. 80000 ludzi na trybunach oznacza po dziś dzień rekord Serie B. Ale napór Lazio nie dawał rezultatów, bramkarz Vicenzy dokonywał cudów, gracze biancocelesti byli coraz bardziej obciążeni zmęczeniem po długim sezonie i nerwowością. Kilka minut przed końcem nadzieje zaczęły opuszczać stadion, doping, dotąd nieustający ani na moment, tracił na sile. Przez głowy kibiców zaczęły przebiegać wspomnienia pasji, która od następnej niedzieli mogła przestać już im towarzyszyć... Do końca meczu jest 7 minut, gdy Fiorini przejmuje w polu karnym nieudany strzał Podaviniego, obraca się mijając rywala i gdy piłka zdaje uciekać już z jego zasięgu, udaje mu się uderzyć ją końcem buta: GOOOL!!! O krok przed przepaścią, zmartwychwstanie.

Piszący te słowa - jak nietrudno się domyśleć - był tam tego dnia i pamięta jak zaczął unosić się na powierzchni eksplodującego tłumu, dotykając ziemi dopiero po kilku sekundach i to o kilka metrów od pierwotnego punktu. Huk zdający się nigdy nie kończyć, z którym powoli zaczął się mieszać się dźwięk karetek pogotowia: tego dnia zanotowano kilkadziesiąt zasłabnięć (na szczęście żadne z nich nie okazało się poważne). Starsi panowie wybuchali płaczem jak dzieci. Sceny zbiorowej histerii? Być może. Ale ten kto nie doświadczył nigdy tak intensywnych momentów szczęścia, coś stracił. Umiejętność przeżywania z natężeniem własnych uczuć w grze, w sporcie, pomaga przeżywać intensywnie także to "prawdziwe" życie.

Oczywiście, końca koszmaru nigdy nie można przewidzieć. Ten gol nie oznaczał pewnego utrzymania, lecz tylko przedłużenie nadziei, ponieważ dziwne rezultaty na innych boiskach zesłały Lazio na baraż do Napoli (dopiero gol Pioliego przeciw Campobasso wyznaczył radosny koniec). Ale dla kibiców Lazio gol Fioriniego, zdobyty gdy wszystko wydawało się być stracone, pozostaje wyjątkowy: to wspomnienie mocniejsze od radości ze scudetto i europejskich triumfów ery Cragnottiego.

Byłoby pięknie, gdyby kibice innych drużyn - albo nawet innych dyscyplin - powiedzieli nam o identycznych, niezapomnianych chwilach, w których wynik został wywalczony w tak dramatycznych okolicznościach, był tak nieoczekiwany, wyzwalający takie emocje.

Czy to przypadek, że tego gola zdobył właśnie "bomber Fiorini", który nie strzelał wielu bramek, ale który był symbolem wytrwałości i szlachetności aż do samego końca? Być może nie. Za każdym razem, gdy w ciągu kolejnych dwudziestu lat Giuliano wracał do Rzymu, był zawsze witany z sentymentem, zapraszany do baru, proszony o wspomnienie tamtej heroicznej walki drużyny "-9".

Słowem, piękna historia. Która jak wiele pięknych historii, ma gorzkie zakończenie. Giuliano Fiorini odszedł od nas w wieku zaledwie 47 lat,   5 sierpnia 2005 roku.

Tłumaczenie: Maciej Zieliński
na podstawie "Un calcio che rimpiangiamo" Giovanniego Martino
Znajdź nas
Statystyki
Niedziela, 26 lutego 2017
Istniejemy już dni: 5139
Zarejestrowanych: 836
Ostatnio dołączył: Signori71
Ostatnio komentował:   Signori71
Osób online: 13
Więcej statystyk
Sonda
Co Lazio powinno zrobić z Keita Balde?
Dogadać się w kwestii nowego kontraktu
Sprzedać latem
Czekać do końca umowy w 2018 roku
Zdjęcia
Marco Parolo w spotkaniu z Pescarą zdobył rekordowe dla siebie cztery bramki
Więcej zdjęć
© 2003-2013 by SSLazio.pl - All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone. Design by Robberto. CMS by compose.